Level hard

Natknęłam się ostatnio na artykuł w “The Economist” poświęcony współczesnemu, biznesowemu dress code… Autor tekstu zauważa w nim, że dress code, który uległ w ostatnich czasach liberalizacji, jest dla kobiet dużo trudniejszy do zastosowania niż dla mężczyzn. Coś w tym jest. Podczas gdy mężczyźni mają do wyboru kilka prostych zestawów – kobietom trudniej jest znaleźć złoty środek pomiędzy tym co profesjonalne, modne, stylowe, nowoczesne, wygodne a zarazem eleganckie i jednak trochę kobiece.

O inspirację kobietom w szeroko pojętych mediach trudno:  magazyny lifestylowe, które od czasu do czasu starają się pokazać coś, co w założeniu ma przypominać ubranie do pracy, zdecydowanie zbyt daleko puszczają wodzę fantazji. Dziewczyny prowadzące blogi i profile na instagramie do pracy biurowej raczej nigdy nie dotarły, zatem nie bardzo mają tu know-how, a jeżeli podejmują tematykę ubrania do pracy – odrealnienie wytykają im bardziej zorientowane czytelniczki. Z kolei w firmach (o ile w ogóle ktoś będzie zawracał sobie tym głowę) – kwestie ubioru najczęściej poruszane są w formie abstrakcyjnego szkolenia o długości spódnic, wysokości obcasa i jakości tkanin, którego prowadzący zatrzymali się na etapie serialu “Ally Mcbeal”. W rezultacie kobiety w tej nowej rzeczywistości pozostawione są trochę same sobie, co na koniec dnia daje rezultat w postaci noszenia smutnego, czarnego, poliestrowego garnituru na co dzień, z którym jedyne co można zrobić to schować do szafy.

Dlatego mój najnowszy look jest właśnie próbą połączenia wszystkich nowoczesnych i tradycyjnych wymagań. Szczegóły znajdziecie poniżej:

Sweter – &otherstories

Spodnie – Tara Jarmon (z szafy, ale bliźniaczo podobne do kupienia w nowej kolekcji)

Płaszcz – Massimo Dutti (taki sam lub niemal identyczny co sezon w sprzedaży)

Buty – z szafy

Torba – Camelia Roma (w stałej sprzedaży)

Okulary – Ray Ban (w stałej sprzedaży)

Dla chętnych zamieszczam link do tekstu: https://www.economist.com/business/2019/05/02/struggling-with-style